gora
autor

Drogi wodne Niemiec

Tranzyt i nie tylko

W drugim etapie rejsu z Ostródy na Morze Czarne autor żeglował w 2006 r. na terenie Niemiec przez drogi wodne Brandenburgii i Berlina, Mittellandkanal, Renem z Wesel do Nijmegen oraz ze Strasburga do Moguncji (Mainz), Menem, kanałem Men-Dunaj i Dunajem do granicy austriackiej.

Niemcy dysponują siecią śródlądowych dróg wodnych o łącznej długości ok 10 tys. km. Połączonych bezpośrednio z Morzem Północnym i Bałtykiem, poprzez Francję z Morzem Śródziemnym a dzięki Dunajowi z Morzem Czarnym. Z Polski można dostać się do Niemiec ze Śląska Odrą przez rzeczne przejście graniczne Miłów/Eisenhuettenstadt, z Wisły Notecią, Wartą i Odrą przez przejście graniczne Osinów Dolny/Hohensaaten (śluza Hohenssaten Ost) a ze Szczecina Odrą przez przejście graniczne Widuchowa/Gartz i dalej kanałem Hohensaaten-Friedrichsthaler Wasserstrasse do Hohensaaten (śluza Hohensaaten West). Odprawa wyłącznie paszportowa (dowód osobisty lub paszport), nikt nie pyta się o dokumenty jachtu czy patenty.

Tuż za naszą zachodnią granicą, między Odrą a Łabą znajduje się ok 3,5 tys. km dróg wodnych, poprowadzonych często malowniczymi jeziorami z najstarszymi kanałami jeszcze z 16 wieku. Minimalna głębokość to 1,4 do 1,6 m, prześwity pod mostami minimum 3 m a komory śluz mają przynajmniej 41 x 4,7 m. Ponad połowa tych dróg, to drogi wodne Brandenburgii (1,7 tys. km) i Berlina (190 km). Akweny te połączone są Havelą z jeziorami Meklemburgii a dalej kanałem Mueritz-Elde z Bałtykiem (Wismar). Tereny na pewno warte są paru urlopów na wodzie. Ilość śluz umiarkowana. Ruch zawodowy tylko na niektórych odcinkach i niezbyt uciążliwy. Dodatkową atrakcją jest aglomeracja Berlina, którą można zwiedzać m.in. drogą wodną. Polską banderę można spotkać bardzo często, gdyż nasze pchacze i beemki niepodzielnie panują między Odrą i Łabą. Zimowanie na przykład w Szczecinie lub Kostrzynie n. Odrą. Obszerne materiały: spis śluz, mapy, opisy tras (w języku niemieckim) są do pobrania z www.mswv.brandenburg.de ("Leinen Los. Informationen ueber Schiffbare Wasserstrassen zwischen Elbe und Weichsel").

Jeżeli celem naszym jest tranzyt przez Niemcy to nie sposób ominąć kanałów Elbe-Havel (z możliwością dotarcia Łabą do Hamburga i na Morze Północne) i Mittellandkanal (od Łaby do kanału Dortmund-Ems, przez m.in. Hanower). Droga nawigacyjnie prosta. Wśród zieleni. Ruch zawodowy nadal nieuciążliwy. Kanał Dortmund-Ems prowadzi na południe w stronę Renu a na północ do Morza Północnego (Emden). Jeżeli decydujemy się na Ren i dalszą drogę na południe (Morze Śródziemne lub Czarne) to na km 21,5 tego kanału musimy podjąć dość istotną decyzję. Na Morze Śródziemne można bowiem albo płynąć w górę Renem do Koblencji a następnie Mozelą do Francji lub o 137 km dłuższą drogą Renem w dół do Nijmegen a następnie przez Holandię, Belgię do Francji. Spotkanie obu szlaków w Pompey na Mozeli. Trasa przez Beneluks jest o ok 2 dni szybsza. Na Morze Czarne natomiast albo w górę Renem do Moguncji a następnie Menem do Dunaju lub trasą o 750 km dłuższą na Nijmegen, przez Holandię, Belgię i Francję do Strasburga a następnie w dół Renu do Moguncji. Strata ok 6 dni. Wybór trasy wcale nie jest oczywisty. Po pierwsze na Renie między Duisburgiem a Mainz ruch zawodowy jest około 6 razy większy niż na Mittellandkanal (licząc tonaż). Statki są większe i poruszają się z dużą prędkością. Żegluga w tych warunkach jest naprawdę uciążliwa. Ren ma bardzo złą opinię zarówno u Niemców jak i u Holendrów i Belgów. Do dużego ruchu zawodowego dochodzi prąd rzeki, który co prawda mocno zależy od stanu wody, niemniej na długich odcinkach osiąga 5 - 7 km/h a w niektórych miejscach (Bingen, Oberwesel - dotyczy już trasy między Koblencją a Moguncją) nawet 12 km/h. Oznacza to ok 10 dni żeglugi przy maksymalnych obrotach silnika i w warunkach bardzo dużego ruchu zawodowego.

W przypadku jednostek wypornościowych podążających na Morze Śródziemne wybór wydaje się raczej prosty: przez Beneluks. Krajobrazowo obie trasy są porównywalne (Moza w Ardenach nie ustępuje widokowo Mozeli a najładniejsze fragmenty Renu i tak są już za Koblencją). Płynąc na Morze Czarne mamy wybór między spokojną żeglugą (poza 74 km Renem w dół do Nijmegen, do zrobienia w 5 -6 godzin) lub też szybszą, lecz znacznie bardziej uciążliwą trasą Renem w górę. O ile w ogóle nasz jacht da sobie radę z prądem 12 km/h.

Jeżeli dokonaliśmy już wyboru to albo skręcamy w prawo w kanał Datteln - Wesel, pokonujemy jeszcze 5 śluz i jesteśmy na Renie w Wesel (km 813,2). Po noclegu w marinie prowadzonej przez miłe Polki (km 816 Renu, ostatnia z trzech marin znajdujących się w odnodze) docieramy do Nijmegen. Jeżeli zdecydowaliśmy się na "rzeźbienie" Renu, płyniemy dalej 6 km do kanału Rhein - Herne, na kanale tym pokonujemy również 5 śluz i docieramy do Renu w Duisburgu (km 780,1).

Ani na Mozeli ani na Menie, kanale Men - Dunaj czy na niemieckim Dunaju nie spotkają już nas żadne niespodzianki czy istotne niedogodności nawigacyjne (poza oczywiście znaczną ilością śluz, możliwością powodzi czy niskiego stanu wód). Ruch zawodowych na tych akwenach porównywalny do Mittellandkanal. Tylko jeszcze na Dunaju spotkamy prąd o znacznej prędkości (za ujściem Inn do 9 km/h). Są to jednak krótkie odcinki i przy żegludze w dół raczej urozmaicenie niż problem.

Gdzie nocować w Niemczech? Jeżeli nie potrzebujemy dostępu do WC i ciepłej wody to najprościej przy śluzach (w górnej wodzie). Dla porządku należy zapytać obsługę śluzy (która nie może odmówić, jeżeli nie ma ku temu istotnego powodu). Niektóre śluzy mają nowoczesne miejsca postojowe, przystosowane dla jachtów, przy niektórych stoi się przy palach, bez dostępu do lądu. Na zmodernizowanych odcinkach kanałów we wschodnich Niemczech można też znaleźć specjalnie oznaczone miejsca postojowe dla małych jednostek (Kleinfahrzeuge, Sportboote). Na ogół na skraju cumowiska dla jednostek zawodowych. Zawsze stoją tam kontenery na śmieci. Czasami jest automat z wodą. Jeżeli decydujemy się na postój z WC i prysznicem mamy do wyboru: komercyjne mariny (niewiele) i kluby wodne (koszt rzędu 1 Euro za metr długości plus czasami 1 - 2 Euro za prąd, automat na prysznic 50 centów/4 min.). W każdym klubie jest parę miejsc gościnnych (oznaczonych jako FREI lub GAST). Postój jest zupełnie niekłopotliwy. Członkowie klubu gościnni. Napoje chłodzące w klubowej lodówce po cenie zakupu. Wolne miejsce zawsze się znajdzie. Ok 80 % jachtów niemieckich w ogóle nie wychodzi z macierzystego klubu a pozostałe 20 % wychodzą tylko na dzienne rejsy (z noclegiem we własnym klubie). Z przyczyn ekonomicznych (tak!) tylko nieliczni Niemcy ruszają w bliższe lub dalsze trasy, zajmując wówczas miejsca gościnne w innych klubach. Nie bądźmy zdziwieni, jeżeli w małych klubach zastaniemy tylko ... skrzynkę z napisem ANMELDUNG, w której jest książka zgłoszeń, cennik, skarbonka na pieniądze i klucz do bramy/toalety. Czasami zamiast skrzynki jest numer telefonu do bosmana, który powie nam ile płacimy i gdzie jest klucz. I nikt się nie pojawi. Pełne zaufanie. Na dziko możliwe jest kotwiczenie praktycznie dopiero na Menie i Dunaju (nie licząc oczywiście pojezierza w Brandenburgii i Meklemburgii). Liczne na Menie i Dunaju starorzecza są strefami ciszy i dla zmotoryzowanych wodniaków niestety zamknięte.

Jeszcze parę słów o nieuniknionych spotkaniach z żeglugą zawodową (odnoszących się do jachtów wypornościowych). Na kanałach i rzekach, nie licząc Renu, spotkania takie nie wymagają szczególnych umiejętności. Co najwyżej nie należy trzymać się samego brzegu ("zabieranie" wody w momencie zbliżania się dziobu barki) i zachodzić za rufę mijanej barki, oddalając się od brzegu i łagodząc nieco dziobem (niewielkie) fale. Wyprzedzając pamiętać, że prąd powstający między wyprzedzaną barką a lewym brzegiem zmniejszy naszą prędkość o 1 - 2 km/h. Między bajki można włożyć natomiast teorie z niektórych podręczników o "zasysaniu" jachtu itp. Barka jest wielokrotnie dłuższa, niż długość fali przez nią wytwarzanej (chyba, że beemka porusza się z prędkością krytyczną kadłuba rzędu 30 km/h ☺). Efekty przyciągania i odpychania znoszą się i nie są odczuwalne. Wyższa szkoła jazdy to Ren i częściowo Dunaj (statki pasażerskie). Na Renie spotkamy statki rzędu 2 - 3 tys. BRT. Załadowane i poruszające się z dużą prędkością. Często po 3 - 4 obok siebie (nb. kwadratowa niebieska tablica z migającym w środku światłem oznacza, że pojazd idzie lewą stroną szlaku żeglugowego). Przy mijaniu lepiej więc zwolnić, zanim zaczniemy wbijać się w kolejne fale za rufą mijanej jednostki. No i przywiązać wszystko na pokładzie (rowery!). Nieciekawie robi się, kiedy taki statek wyprzedza nas w odległości kilku metrów. Spora fala od baksztagu, powstała już za rufą wyprzedzającego usiłuje nas wynieść na prawo od farwateru (gdzie nierzadko są kamienne ostrogi). Pola do manewru nie ma żadnego. Lepiej więc nie płynąć samym skrajem szlaku żeglugowego.

Na koniec parę uwag o zaopatrzeniu. Stacji benzynowych przy kanale lub rzece nie ma dużo. Dystrybutory są tylko w nielicznych klubach. Pozostaje więc na ogół kanister, wózeczek lub rower i spacer do najbliższej stacji benzynowej. Wodę użytkową zawsze zatankujemy w klubach lub marinach. Wodę do picia lepiej zabrać z Polski i dokupić później w Beneluksie lub Francji. W Niemczech od butelek typu PET pobierana jest kaucja wyższa, niż cena zawartości. Będąc w podróży nie sposób potem odebrać kaucję. Problem będziemy mieli też z opróżnieniem chemicznej toalety. Możliwość taka istnieje nie w każdej marinie lub klubie. Ci nieliczni Niemcy, którzy wyruszają na dalsze trasy radzą sobie z tym w sposób niezbyt elegancki (ale ponoć ekologiczny, zważywszy na biodegradację zawartości i dodawanych środków chemicznych). Gaz w wystarczającej ilości lepiej zabrać z Polski. Komisja Europejska uregulowała co prawda krzywiznę banana i zdołała zabronić napełniania butli turystycznych w stacjach z autogazem, nie potrafiła jednak doprowadzić do standaryzacji samych butli. Jedyne, co pasuje to gwinty niemieckich butli 11 kg i 5 kg do gwintu polskiej 11 kg. Nigdzie jednak polskiej butli nie wymienimy.

Mimo tych drobnych kłopotów warto jednak odważyć się na poznanie Niemiec od strony wody. Niekoniecznie musi to być Ren. Będziecie natomiast zaskoczeni jak mało trafne są nasze stereotypy w odniesieniu do krajobrazu i mieszkańców.

rejsy
porty
informacje
jacht


top
index