gora
autor

"Rejs Morsów"

s/y "Zawisza Czarny" z Gdyni na Bornholm

Należy już do wieloletniej tradycji, że późną jesienią organizowany jest na pokładzie szkoleniowego żaglowca polskich skautów (ZHP) "Zawisza Czarny" komercyjny "Rejs Morsów". Uczestnicy, płacący za 6 dni ok. 230 USD mają zagwarantowaną ciężką żeglugę, zimno, wykonywanie wszystkich obowiązków załogi na wachtach nawigacyjnych i kuchennych. A to wszystko, cytując kapitana tego żaglowca ".. dla wzbogacenia swojego życiorysu".

            W słoneczny ale chłodny dzień 27. października. stawiliśmy się w basenie prezydenckim portu w Gdyni na pokładzie "Zawiszy Czarnego". W bliskim sąsiedztwie podziwiamy niszczyciel "Błyskawica", okręt-muzeum z II wojny światowej (zasłużony m.in. wytropieniem pancernika "Bismarck"), żaglowiec-muzeum "Dar Pomorza" i żaglowiec Akademii Morskiej "Dar Młodzieży" (protoplastę całej serii żaglowców dla b. ZSRR). Szybko okazało się, że oprócz etatowej załogi (kapitan, starszy oficer, bosman, kucharz i 2 mechaników), 4 oficerów wachtowych (płacących tylko 40 USD) było nas tylko 12 uczestników (na 32 miejsca). Co nas tam przygnało? Dlaczego zdecydowaliśmy się na żeglugę w okresie jesiennych sztormów? Większość uczestników to żeglarze amatorzy, którzy żeglowali do tej pory po jeziorach lub spokojnym Adriatyku u wybrzeży Chorwacji. Chcieliśmy zobaczyć, co to jest "prawdziwe" morze. Morze Bałtyckie ma opinię morza trudnego. Chłód, ostra, krótka fala, dużo sztormów. Na przełomie października i listopada cechy te są wielokroć spotęgowane.

          W morze wychodzimy rano następnego dnia. Kurs Roenne na duńskiej wyspie Bornholm. Prognoza typowa w tym okresie: sztorm z porywami wiatru do 8 st. B, stan morza 5 st. B, temperatury około zera. Zaczyna szerzyć się choroba morska. Wachty (1 oficer wachtowy i 3 członków załogi) są zbyt małe, by ktokolwiek mógł położyć się do koi. Rzygamy więc, ale nikt nie schodzi ze swojej wachty. Zaczynamy marznąć. Po wachcie odpoczynek w kubryku, umieszczonym pod pokładem w części dziobowej. Jest to odpoczynek w "windzie" poruszającej się gwałtownie w górę i dół po ok. 4 metry. Normalne było, że schodziło się na dół, zdejmowało górę sztormiaka, pędziło na pokład oddać hołd Neptunowi, wracało na dół zdjąć dół sztormiaka i szybko do koi. W sumie więc mieliśmy to, co chcieliśmy ;-).

         Po 2 dniach dopłynęliśmy na Bornholm. Roenne to mała mieścina i port promowy. Ciekawe było dobijanie "Zawiszy Czarnego" do nabrzeża. Żaglowiec wyposażony jest w zabytkowy silnik z 1940 roku, pochodzący z niemieckiego U-Boota. Nie ma skrzyni biegów. Żeby hamować silnikiem czy cofnąć się trzeba silnik wyłączyć, przełączyć rewers i ponownie "odpalić" silnik, już na biegu wstecznym. Przy dobijaniu czy odchodzeniu od ciasnego nabrzeża trzeba to parę razy powtórzyć. Dreszczyk emocji jest odczuwalny. "Zawisza Czarny" to 300 ton wagi. Nieudane uruchomienie silnika mogłoby skończyć się spustoszeniem w porcie.

W Roenne trochę powłóczyliśmy się po mieście. Ze swoimi 15 tysiącami mieszkańców jest największym miastem na wyspie. Wszyscy zastanawiali się, z czego ci ludzie żyją. Pusto, głucho. Nikt nie interesował się naszymi paszportami. Robimy klar. Po południu odbijamy z kursem na Ustkę. Żegluga jest spokojna. Morze nie jest już tak wymagajace a i my przywykliśmy. Już nikt nie choruje. Gdyby nie to cholerne zimno na wachcie!

Do Ustki doszliśmy po niecałej dobie żeglugi. Po śniadaniu - robienie "rejonów". Każda wachta miała przydzielone pomieszczenia do czyszczenia (WC, łazienkę, kubryk itp.). Rejonów nie robiło się tylko w czasie sztormu. Ustka też pustawa. Do czasu. Po obiedzie z sanatoriów wyszli na spacer kuracjusze i zaczęli szturmować "Zawiszę Czarnego". Ponieważ polityka armatora zawsze była taka, żeby nie ograniczać wizytacji, wywieszono tablicę informacyjną i przez 2 godziny byliśmy oblężeni. Robiono sobie z nami zdjęcia i wypytywano o szczegóły żeglugi. Staliśmy się chwilowo atrakcją turystyczną w Ustce.

W kolejny dzień rano, mimo ostrzeżenia sztormowego, wyszliśmy z kursem na Gdynię. Żegluga była tym razem jednak w miarę spokojna, po pod osłoną brzegu. Trasą wzdłuż polskiego wybrzeża (Łeba, Władysławowo, Chałupy, Jastarnia, Hel) dotarliśmy do Gdyni. To, co wszystkich od razu uderzyło, to - ciepło. Żadnego wiatru. Można było zdjąć sztormiaki! Robimy ostatni klar. Potem szybkie pakowanie, wymiana adresów, telefonów, pożegnalne słowa kapitana, odebranie opinii z rejsu i do zobaczenia .... za rok! Jest nam żal, że rejs tak szybko minął. Taką żeglugę można naprawdę pokochać.

"Zawisza Czarny" jest stalowym szkunerem sztakslowym przebudowany w 1960/61 roku z rybackiego lugrotrawlera "CIETRZEW" (zbudowanego w 1952 w Gdańsku). W 1965/66 przedłużono rufę o około 4 m, wymieniono silnik. Po kolejnych przeróbkach wnętrz powstały następujace pomieszczenia mieszkalne: kubryk (24 koje, 8 dostawek), 2 kabiny 2 - osobowe dla oficerów wachtowych, 7 kabin jednoosobowych (6 dla załogi stałej i kabina armatorska).Żaglowiec odwiedził już wszystkie kraje nad Bałtykiem i Morzem Północnym. Wielokrotnie był na Morzu Śródziemnym i Oceanie Atlantyckim. W 1984 roku brał udział w Operacji Żagiel na Wielkich Jeziorach w Kanadzie i USA, wsławiając się uratowaniem 8 członków załogi angielskiego barku "MARQUES", który zatonął podczas regat w rejonie Bermudów. W 1989-1990 opłynął świat w wieloetapowej wyprawie. Dwa lata później uczestniczył w obchodach 500-lecia odkrycia Ameryki Columbus'92. Żeglujac po morzach i oceanach, odwiedzając wiele portów na całym świecie "Zawisza Czarny" stał się jachtem znanym i lubianym. Wiele osób przeżyło na nim przygodę swojego życia.


rejsy
porty
informacje
jacht


top
index